Nie ma co ukrywać, że klimat w Gdyni staje się coraz bardziej gęsty. Zamiast walki o środek tabeli i stabilizacji w klubie żółto-niebieskich znów czeka rozpaczliwa walka o utrzymanie. Nie pomogła temu kolejna wyjazdowa porażka w Kielcach, gdzie najłagodniej mówiąc żółto-niebiescy zaprezentowali się żenująco. I nie chodzi o to, że porażka zdarzyła się z drużyną bezpośrednio walczącą z nami o utrzymanie, ale o styl i zaangażowanie, jakie żółto-niebiescy pokazali w niedzielnym spotkaniu. Po raz kolejny ujrzeliśmy drużynę, która poza Gdynią siada mentalnie. Wystarczyło, że podopieczni Jacka Zielińskiego zneutralizowali wodza drugiej linii Arki - Sebastiana Kerka, odcinając go całkowicie od skutecznego rozrzucania piłki w różne strefy boiska. Skutecznie wyłączony został również Kamil Jakubczyk, który słynie już z dość swobodnego zdobywania wolnych stref indywidualnymi, przebojowymi wyjściami pod pole karne przeciwnika.
Postawa Gdynian na wyjazdach od dawna budzi niepokój wśród kibiców Niepokonanej. I nie zmieniło tego nawet odniesione po blisko 10 – miesiącach wyjazdowe zwycięstwo w Płocku. Główny zarzut względem postawy żółto-niebieskich, to mocno pasywna gra w ofensywie, bazująca głównie na przebłyskach Sebastiana Kerka. Mocno irytująca jest postawa Patryka Szysza, który bardziej na boisku przeszkadza, aniżeli pomaga reszcie zespołu. Tym bardziej dziwi jego obecność w pierwszym składzie, kosztem będącego ostatnio w niezłej formie Nazariego Rusyna, który dawał sporo ożywienia i przebłysków w kreowanych przez Arkę sytuacjach. To właśnie dziwne decyzje personalne i ciągłe trzymanie się jednej taktyki jest głównym zarzutem w kierunku szkoleniowca Arki. Gołym okiem widać, że sporo błędów popełnia bramkarz Arki – Damian Węglarz, a grający w środku Sidibe i Nguiamba nie są w optymalnej pozycji. Dlaczego zatem kurczowo Dawid Szwarga daje im szanse gry?

Odpowiedź prosta – wąska i źle zbilansowana kadra. Kontuzja Luisa Perey sprawiła, że ponownie na "6" przesunięty został Jakubu, oddając pozycje nr "8" wspomnianym wyżej Sidibe i Nguiambie. A w obwodzie pozostał jeszcze wyciągnięty z 4-ligowych rezerw Michał Rzuchowski. I tu trzeba stanąć w obronie trenera - wiem moja obrona nie jest w jego imieniu po raz pierwsza – ale posłuchajcie. Szkoleniowiec gdynian zaraz po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej prosił o wzmocnienia, jasno mówiąc, że kadra, która obecnie dysponujemy, nie gwarantuje utrzymania w elicie. Wtedy wielu z nas pukało się w czoło – jak to? Przecież taki Oliveira czy Gaprindaszwili to motory napędowe, dające sporo argumentów w ofensywie, co potwierdzały liczby zawodników na zapleczu Ekstraklasy. Występy na najwyższym szczeblu szybko jednak ich zweryfikowały, a ich łączny bilans w klasyfikacji kanadyjskiej to „1” (asysta Tornike w meczu z Lechem). Dramat. Również utrata najlepszej „9” ostatnich lat, czyli Karola Czubaka nie została odpowiednio załatana. Kolejny problem to brak "mocnej 6", którabyła jednym z priorytetów w zimowym oknie transferowym by ustawić Jakubczyka nieco wyżej, a teraz odbija się nam to czkawką.
Chciałoby się powiedzieć, że głównym winowajcą tego stanu rzeczy jest Dyrektor Sportowy Arki – Veljko Nikitović, ale analizując i idąc dalej w las, pojawia się pytanie, czy aby na pewno ?Jak udało nam się dowiedzieć – niekoniecznie.

Oto dwa przykłady, które przewinęły się już w wielu mediach.
Marcel Wędrychowski. O jego sytuacji było dość głośno. Były już pomocnik Pogoni Szczecin był już dogadany z Arką, jednak tutaj zawiniła opieszałość władz Arki z prezesem Wojciechem Pertkiewiczem na czele, co skrzętnie wykorzystał GKS Katowice, załatwiając temat jego transferu w niecałe dwa dni.
Kolejny to Sven Kohler. Potencjalny transfer z cyklu tych „grubych”, o których Wojciech Pertkiewicz mawiał, że wychodzą z autobusu prosto do gry. Kwota za niego była spora jak na możliwości finansowe Arki jednak realna do zrealizowania. Kością niezgody okazało się długie przeciąganie negocjacji i rozbijanie kwoty transferu przez prezesa Arki na cztery raty, co nie zadowalało włodarzy Eintrachtu Brunszwik. I tak jak w przypadku Wędrychowskiego, tak i w przypadku Kohlera pojawił się drugi klub, który wykorzystał niezdecydowanie włodarzy Arki i zakontraktował defensywnego piłkarza. Zresztą Sven Kohler z miejsca wywalczył sobie pierwszy garnitur zespołu z Zurycha, stając się jego głównym filarem. Ciężko się patrzy na to, jakie okazje Arce przechodziły obok nosa, a były na wyciągnięcie ręki.
Zresztą to niejedyne nazwiska i sytuacje, do których się „dokopaliśmy”. Nie ma sensu jednak ich przytaczać, bo to już przeszłość, ale sytuacje były bliźniaczo podobne do tych, o których już wspomnieliśmy. Taki powtarzający się schemat. Zawodnik chce, kontrakt mniej więcej dogadany, sytuacje torpeduje opieszałość i chęć uzyskania jeszcze lepszych warunków finalizacji transferu. A uwierzcie, że byli to piłkarze, którzy zdecydowanie podnieśliby jakość w zespole
Reasumując problem Arki jest mocno złożony. Niewątpliwie dużym problemem jest kurczowe trzymanie się przez Dawida Szwarge powtarzanych schematów gry, czym trudno zaskoczyć przeciwnika. Również decyzje personalne często wydają się co najmniej dziwne i suma summarum kompletnie się nie bronią. No bo jak wytłumaczyć posadzenie na ławce znajdujących się w niezłej dyspozycji Marca Navarro i Nazarii Rusyna? Jest też problem na tle psychologicznym. Zespół Arki ma dwa oblicza - nie do ruszenia w Gdyni i do bicia na wyjazdach. Ewidentnie szwankuje tu "mental", o którym dużo się mówi, więc może do tak licznego sztabu zaprosić jakiegoś psychologa, który trafi do "głów" zawodników? Jednak to w głównej mierze brak oczekiwanych i obiecanych wzmocnień spowodowały, że Arka jest w położeniu, jakim jest.
I oczywiście łatwo zmienić trenera. Pozostaje tylko pytanie, czy to jest główny problem Arki? Bo patrząc po wymienionych sytuacjach i powtarzającym się schemacie działań władz Arki – niekoniecznie. Ponadto warto nadmienić, że żaden z topowych szkoleniowców w kraju nie jest obecnie zainteresowany przejęciem żółto-niebieskich, a dużo się o takiej roszadzie mówi w kuluarach. Ciężko znaleźć na rynku trenera "strażaka", który dałby wstrząs w szatni na już. Pozostaje tylko pytanie co dalej?
Chcemy Ekstraklasy? To czasem trzeba zaryzykować, rzucając wolne środki finansowe w piłkarzy, którzy mają podnieść jakość, której oczekuje sztab szkoleniowy i kibice. I właśnie tutaj tkwi główny problem Arki. Źle zbilansowana i zbudowana kadra – a poprawy na tej płaszczyźnie oczekiwał w głównej mierze szkoleniowiec i kibice Arki.
Więc jeżeli idziemy w kierunku nowego powiewu w szatni, który ma utrzymać Arkę w Ekstraklasie dajmy mu narzędzia jakich oczekuje. I wtedy go rozliczajmy. Bo na te chwilę winni całej sytuacji są wszyscy. Począwszy od prezesa Pertkiewicza na sztabie szkoleniowym kończąc.
Także Panowie. Złapać się za jaja i ogarnąć ten burdel jaki tu zapanował. Od tego jesteście i za to Was po sezonie będziemy rozliczać.
Walczyć, trenować ARECZKA MUSI PANOWAĆ !!!